PostHeaderIcon Co to jest “Long Tail”?

Termin „Long Tail” (z języka angielskiego długi ogon) znany jest matematykom, ale w ostatnich latach robi karierę w branży SEM (Search Engine Marketing), czyli marketingu w wyszukiwarkach, który opiera się na optymalizacji stron internetowych i pozycjonowaniu ich w wyszukiwarkach. Długi ogon to rodzaj strategii jaką przyjmuje się w działaniach marketingowych, mających na celu wypozycjonowanie w wyszukiwarce strony www, posiadającej dużą ilość podstron. Przeważnie taki rodzaj strony posiadają wszelkie sklepy internetowe, które maja bardzo szerokie asortyment. Badania pokazują, że aż 80 procent ruchu na takich stronach pochodzi z wyszukiwani na frazy szczegółowe a nie ogólne. Co to znaczy w praktyce? Jeżeli ktoś chce znaleźć przez internet na przykład karmę dla kota, to wpisze w wyszukiwarkę frazę „karma dla kota” a nie „sklep zoologiczny”.

Dlatego aby strona znalazła się możliwie jak najwyżej w wynikach wyszukiwania, należy pozycjonować ją wiele fraz związanych z asortymentem sklepu. Dlatego nazywamy tę strategię pozycjonowaniem szerokim. Jaką korzyść ma z tego właściciel strony? Na jego witrynę trafiają ludzie, którzy wiedzą bardzo konkretnie czego szukają. Zwiększa to prawdopodobieństwo, że dokonają zakupu właśnie od tego producenta.

Po raz pierwszy terminu tego użył Chris Anderson w artykule na łamach magazyny „Wired”, w którym opisywał pewne tendencje biznesowe zaobserwowane w działalności sklepów internetowych, takich jak Amazon.com.

PostHeaderIcon Praca w domu – fakty i mity

Praca w domu niektórym wciąż kojarzy się z marnowaniem czasu – przecież zawsze jest coś innego, ważniejszego do zrobienia. Trzeba przecież pozmywać, wyprowadzić psa, zrobić obiad, pranie, odpocząć. Tego typu myślenie sprawia, że osoby pracujące w domu mało kto traktuje poważnie. To tak, jak ze stereotypową blondynką albo Polakiem – złodziejem samochodów – trudno pozbyć się etykietki, nawet, jeśli rzeczywistość jest zupełnie inna. Czas więc na obalenie pierwszego mitów i przedstawienie faktów, dotyczących pracy w domu.

  1. Praca w domu nie polega na obijaniu się – może być tak samo efektywna, jak w wielkiej korporacji. Jeśli sam zainteresowany podchodzi do niej poważnie, to wszelkie domowe obowiązki schodzą na drugi plan, do momentu, aż praca nie będzie skończona, innymi słowy, nawet jeśli jest w piżamie, to od 9 do 17 pracuje. Psa musi wyprowadzić ktoś inny.

  2. Praca w domu to nie tylko składanie długopisów albo kopert. Decydują się na nią freelancerzy, nieskrępowani poleceniami szefa, a dostosowujący się do wymagań swoich klientów. Wśród nich są programiści, architekci, graficy, copywriterzy – wszyscy ci, którzy cenią swój czas i umiejętności.

  3. Praca w domu nie jest nielegalna. Freelancerzy często posiadają swoje firmy, korzystają z usług wirtualnego biura, które daje im adres firmy (inny, niż domowy), a praca w domu po prostu im odpowiada. Płacą podatki tak i odprowadzają składki do ZUS-u tak, jak wszyscy etatowcy.

  4. Z pracy w domu można wyżyć. A nawet można żyć dostatnio. Odpowiednie zarządzanie biurem, organizacja czasu pracy i wykorzystywanie swojego potencjału, w połączeniu z dobrymi zleceniami muszą przełożyć się na sukces.

Praca w domu może wyglądać tak, jak głoszą obalone przeze mnie mity. Jednak tak naprawdę, również praca w biurze może wyglądać podobnie, z tą tylko różnicą, że szef zwolni nas dopiero, kiedy zorientuje się, że nie jesteśmy efektywni. W domu nie skontroluje nas nikt – oprócz samych siebie. Jeśli więc myślicie o pracy w domu, to musicie wiedzieć, że wymaga ona dwa razy więcej zaangażowania, ale też bardziej się opłaca.

PostHeaderIcon Czy freelancer jest w stanie normalnie żyć?

Pytanie postawione w tytule artykułu możemy wydawać się trochę filozoficzne. Stawiając je miałam na myśli sytuację, w której osoba, niezależna od nikogo, odbiegająca od stereotypu etatowego pracownika ma czas na spotkania ze znajomymi, realizację swoich pasji oraz ma się z czego utrzymać i nie rwie sobie włosów z głowy, kiedy przychodzi „gorszy miesiąc”. Zastanówmy się nad tym wspólnie.

Kim jest freelancer i czym może się zajmować? Freelancer to wolny strzelec, tłumacząc z angielskiego, osoba, której praca nie wygląda tak, jak przeciętnego, dorosłego człowieka. Nie pracuje dla jednej konkretnej osoby, nie stoi nad nim szef, nikt nie ucina mu pensji, jeśli spóźnia się do pracy. Jest wolny, sam szuka sobie zleceniodawców, jeśli jest dobry, może wybrzydzać – jeśli dopiero się uczy, a jego konto bankowe nie jest dostatecznie pełne, raczej sobie na to nie pozwala. Nie znaczy to jednak, że bierze co popadnie – zleceń szuka zgodnie ze swoimi zainteresowaniami i umiejętnościami.

Freelancerem może być więc i programista, i copywriter, grafik, ale też dziennikarz. Pracować na własną rękę może spróbować każdy, kogo praca wymaga kreatywności, i którą może wykonywać w dowolnym miejscu, w tym w domu. Ale czy tylko? Oczywiście nie! Doskonałym rozwiązaniem dla freelancera są wirtualne biura, czyli usługa, która da mu adres firmy (każdy szanujący się freelancer posiada działalność gospodarczą – oszukiwanie państwa nie wchodzi w grę), zapewni obsługę korespondencji, ale też telefoniczną. To również miejsce, gdzie można przyjmować klientów – wirtualne biura są elastyczne – przystosowują się do potrzeb swoich klientów. Najtańsza opcja z adresem firmy i odbiorem korespondencji jest dostępna już od kilkudziesięciu złotych. Opłaca się? Oczywiście, zwłaszcza, jeśli freelancer pochodzi z małej miejscowości i pracuje w domu.

Wszystkie inne czynności związane z prowadzeniem biura, a więc prowadzenie terminarza, umawianie spotkań, czy też odbieranie telefonów będzie musiał wykonywać sam. Chyba że jest na tyle pochłonięty pracą, że nie ma na to czasu – nic nie szkodzi, za dodatkową opłatą sekretarka zrobi to za niego.

Co z odpowiedzią na pytanie postawione w artykule? Uważam, że tak, od momentu, kiedy ludzie zaczną postrzegać pracę w domu na równi z tą na etacie.

PostHeaderIcon Dla kogo pozycjonowanie?

 W dzisiejszych czasach, gdy własna strona internetowa nie jest już prestiżowym dodatkiem, a typowym standardem, należy się liczyć z coraz to większą konkurencją w internecie. Dlatego właśnie rośnie potrzeba skorzystania z usług pozycjonowania stron WWW. Odpowiedź na pytanie zawarte w temacie jest proste – pozycjonowanie jest dla każdego, kto prowadzi swój biznes. I to praktycznie w każdej branży, prócz ewentualnie osiedlowych warzywniaków.

To nie prawda, że pozycjonowanie jest tylko dla tych, którzy mają swoje własne sklepy internetowe. Każdy przedsiębiorca, nawet komis w Pcimiu Dolnym powinien mieć swoją stronę internetową w stylu wizytówki. Przecież mieszkańcy Pcimia i okolic, szukając w dzisiejszych czasach komisu, najpierw poszukają go w internecie. Mogą też popytać znajomych i ci mogą powiedzieć, że jest taki i taki komis i że pamiętają adres strony internetowej. Jak widać – przyda się.

Przejdźmy jednak do sklepów internetowych. Należy pamiętać i zdawać sobie sprawę z tego, że sam sklep internetowy nie przyniesie jeszcze zarobków, ponieważ nie będzie widoczny w wyszukiwarkach (chyba że będzie to taka nisza, że nie będzie w niej kompletnie żadnej konkurencji). Przede wszystkim trzeba go w odpowiedni sposób zoptymalizować. Musi być przyjazny wyszukiwarkom – jak to zrobić? Poczytaj nasze poprzednie wpisy na blogu.

Kolejnym krokiem jest właśnie pozycjonowanie. Nie powinno chyba dziwić, że w przypadku nowego biznesu potrzebny jest marketing i promocja. Gdyby otwierało się sklep w fizycznym miejscu, również trzeba by było zainwestować w promocję – ulotki, ogłoszenia w gazetach, reklama w lokalnym radiu itp. W internecie nie jest inaczej. Pozycjonowanie jest taką właśnie promocją, ale “w wirtualu”.

Jak wynika z powyższego artykułu, pozycjonowanie jest potrzebne każdemu biznesowi, nieważne czy działa on w sieci, czy znajduje się w konkretnym miejscu. Dla tych drugich firm najlepszym rozwiązaniem okaże się pozycjonowanie na frazy regionalne.

PostHeaderIcon Dobre i złe kampanie facebookowe

O tym, że tradycyjne billboardy spozierające na nas zewsząd przy drogach gminnych, wojewódzkich, krajowych nie mają na nas żadnego wpływu już dawno udowodniono. Dlaczego tak się dzieje? Bo wiele z nich tak naprawdę szpeci. Bo jest ich za dużo. Bo podczas podróży wolimy wetknąć nos w książkę albo….pobuszować na Facebooku.

Nie sposób chyba spotkać dziś młodego człowieka, który, albo nie ma swojego profilu na tym najpopularniejszym serwisie społecznościowym, albo chociaż o nim nie słyszał. Często mówi się, że Facebook jest drugim światem – tam mamy swoich znajomych, to od nich dowiadujemy się o ważnych wydarzeniach, to na ich zdaniu polegamy decydując się na taki, a nie inny produkt, to sugerujemy się tym, co lubią inni. Właśnie dlatego kampanie przeprowadzane na Facebooku mają sens. Ale nie wszystkie. Głośnym echem odbiła się przecież kampania Maxwell House, który rozdawał termiczne kubki każdemu, kto dołączył do fanpage do momentu, aż się nie skończyły. Nie pomogło dołożenie drugiej partii, a tablica strony fanowskiej została zasypana wpisami typu „gdzie mój kubek”, „jak zdobyć kubek”, „odsprzedam kubek”. Szczątkowe informacje stanowiło to, co „speców” od marketingu interesowało najbardziej – że kawa Maxwello House jest wyjątkowa.

Ale były i dobre przykłady. Pamiętacie Małego Głoda? Tak, tego niesympatycznego stworka, który kusił i nęcił zjedzeniem czegoś niezdrowego i kalorycznego i którego można było pokonać tylko słynnym serkiem. Ale w czym rzecz? Małemu Głodowi założono profil na Facebooku, na którym informowano, że nastąpiła inwazja klonów stworka i trzeba coś tym zrobić. Nikt nie namawiał do kupowania produktu. To użytkownicy tak bardzo się „wkręcili”, że wyczyszczali sklepowe półki z czteropaków serków, do których dołączona była maskotka. Chwalili się nią swoim znajomym na fanpage’u, prześcigali w tym, kto „unicestwi” (poprzez zjedzenie serka) jak najwięcej Głodów. Co jeszcze ciekawe nazwa Danone nie musiała nawet być wymieniana.

Więc jednak można stworzyć coś, co z góry skazane jest na sukces. Jak? Wystarczy być kreatywnym. Stworzyć coś, czego do tej pory nie było i sprawić, żeby doszło do interakcji. Potem możemy być już pewni, że wszystko rozniesie się jak wirus. A o to przecież chodzi.

Szukajka
Reklama
Archiwa
Reklama